Przed wyjazdem na Sardynie nabylem ciekawy pojazd, mianowicie Mitsubishi L300. Wersja blaszak z drzwiami przesuwnymi z dwóch stron. Po tygodniu ciężkiej pracy przez dzień i noc udało się odpicować brykę i zrobić z niej odpowiedniego Surfbusa. Jest szafeczka, rozkładane łóżko dla dwóch osób, półeczka, siateczka pod sufitem, moskitiera, lampki, zasłonki i kilka innych przydatnych gadżetów. Mieści się sprzęt windsurfingowy i kajtowy. Dodatkowo box na dachu oraz bagażnik i jest wystarczająco dużo miejsca na pomieszczenie całego sprzętu.
Pobyt w Egipcie dobiegł końca i po miesiącu u Arabów znalazłem się znów w pięknej zielonej, wiosennej Europie. Jednak nie mogłem odpuścić sobie pięknego polskiego Maja! Polska przywitała mnie przyjemną słoneczną pogodą! Pierwszego dnia po powrocie wieczorem zebrało się co prawda na jedną z pierwszych letnich burz, ale to tylko dodało uroku całemu klimatowi, gdyż w Egipcie takie cuda się na co dzień oczywiście nie zdarzają;)
Przez pierwszy tydzień po powrocie musiałem się oczywiście przyzwyczaić do zmiany klimatu i o dziwo Klątwa Faraona, która nie dała o sobie znać zbytnio po przyjeździe do Egiptu, po powrocie do Polski rozłożyła mnie na prawie tydzień. Gorączka, rozwolnienie i ogólne osłabienie organizmu, nie pozwoliły od samego początku nacieszyć się polską wiosną. Ostatecznie doszedłem jednak do siebie i mogłem się nacieszyć majem;)
Weekend majowy udało się spędzić bardzo aktywnie. Był jogging po okolicy, rower na Górze Chełmskiej, windsurfing na Jamnie, a także przyjemna wieczorna sesja longbaordowa na spocie zaraz koło domu ;)
Minął równo tydzień odkąd znalazłem się u Arabów w Dahabie. Sama mieścina nie robi za ciekawego wrażenia, wszędzie dookoła pustynia, śmieci na ulicach, biegają wszędzie kozy, które te śmieci wyżerają, nocami na piaszczystych poboczach ulic śpią wielbłądy, a za dnia praży słońce i przeważnie wieje silny wiatr. No i tym sposobem dotarliśmy w mojej krótkiej pierwszej relacji z Dahabu do rzeczy dość istotnej, dla której się tu między innymi, a może nawet przede wszystkim, znalazłem.
Na poniższych zdjęciach możecie z grubsza zobaczyć jak wygląda baza windsurfingowa, w której pracuje.
Jest jednak także kilka fotek, które mają na celu zobrazować jak wygląda samo miasto oraz mój nowy dom, jego ogród i widok z dachu na najbliższą okolicę.
Ponadto sprawdzcie foty z wycieczki do El Tur, miejscowości położonej po drugiej, zachodniej stronie Półwyspu Synaj.
Zrobiłem też kilka zdjęć podczas krótkiej sesji nurkowej w pobliskiej zatoczce, która w zależności od pływów wypełnia się, bądź odpływa z niej woda. Nie z całej, gdyż jest też jedno głębsze miejsce,, w którym to właśnie nurkowałem w poszukiwaniu swoich okularów przeciwsłonecznych które to utopiłem podczas pływania w tym miejscu na kajcie. Niestety okularów nie udało mi się odnaleźć, za to zrobić kilka zdjęć podwodnych;)
Jeśli chodzi o windsurfing, to więcej wkrótce. Póki co zbieram materiał, i opublikuje asap!
W sobotę był Pierwszy Dzień Wiosny! i mimo dość niskiej temperatury było całkiem przyjemnie. Mrówa rzucił hasło Rollboard, zwołał małą ekipę i w sobotnie wiosenne popołudnie pojeździliśmy chwilę na parkingu przed M1 w Poznaniu. Było wystarczająco wietrznie by się chwilę pobawić, a słońce co prawda już dość nisko nad horyzontem to jednak świeciło całkiem miłym promieniem, a nad nami błękitne niebo powodowało, że czuliśmy nadchodzącą wiosnę.
Następne dni miały być już tylko deszczowe i zimne. Tym przyjemniej, że Pierwszy Dzień Wiosny był wietrzny, słoneczny i pozytywny ;)
A co widzę teraz za oknem? Pada ŚNIEG! Tak właśnie! Jest wtorek w południe, moja lokalizacja to Poznań. 4 dzień wiosny, a za oknem pada śnieg!
Muszę za chwilę obowiązkowo skoczyć do miasta załatwić ostatecznie sprawę ubezpieczenia podróżnego. Pojutrze o tej porze będę już siedział na plaży w Dahabie. Przed chwilą sprawdzałem prognozę. Ma być do 28 stopni i wiaterek koło 4 w skali Beauforta! Czyżby w tym roku miała mnie ominąć zupełnie wiosna? Z polskiej zimy prosto w egipskie lato! A przecież tak bardzo lubiłem zawsze polską wiosnę. Kwiecieć, maj, czerwiec to najlepsze miesiące!! ;)
Tym razem jednak robimy tak: Zima->Lato. Jednak już niedługo postaram się ominąć zimę. Planuję schemat Lato->Wiosna. A gdzie będę w takim razie zimował? Tego dowiecie się Drodzy Czytelnicy z biegiem wydarzeń i w odpowiednim czasie;)
Tymczasem pozdrawiam! Następne posty już z Płw. Synai!
Kilka dni temu odnalazłem już nieco zakurzony materiał filmowy z 2006 roku. Nakręcony przez uczniów naszego instruktora kitesurfingu Christiana na jeziorze Garda. Na wodzie w akcji właśnie Christian. Poziom pływania wtedy jeszcze nie najlepszy, ale pamiętajmy, że to było już prawie 3 lata temu! W sezonie zimowym '06/07 Chris pracował na Fuerteventurze, sezon letni '07 znów spędził na Gardzie, kolejny letni '08 w Egipcie, a teraz siedzi na wenezuelskiej wyspie na morzu karaibskim o nazwie Margarita, znanej z niezawodnego wiatru przez niemalże cały rok!
Wspólny styczniowy wyjazd we dwoje planowaliśmy z Natalią już w listopadzie jeszcze przed moim wyjazdem do Anglii. Początkowo myśleliśmy o Porto, głównie ze względu na tanie bilety lotnicze oraz chęć nauczenia się surfingu. Jednakże niskie statystyki temperatur zarówno powietrza jak i wody w styczniu w Portugalii dość mocno nas zniechęciły i doszliśmy do wniosku, że na Portugalię znajdzie się jeszcze lepsza pora.
Długa i mroźna zima jednak dawała się coraz bardziej we znaki, toteż nie odstąpiliśmy od pomysłu krótkiego wyjazdu i finalnie zdecydowaliśmy się na wypad na Fuerteventurę. I tutaj decydującą rolę odegrały ceny biletów lotniczych, a dodatkowo w trakcie szukania informacji o wyspie napotkałem się na ciekawą ofertę wynajmu vanów. W pełni wyposażone Volkswageny T4 ze spaniem dla 2 osób, kuchenką gazową, naczyniami, zbiornikiem wody i prysznicem, krzesełkami kempingowymi i wszystkimi podstawowymi rzeczami, które podczas kempingu mogą się przydać. Do tego oczywiście pełna mobilność i możliwość zwiedzenia całej wyspy, spanie w dowolnie wybranym miejscu i budzenie się nad brzegiem oceanu z widokiem na łamiące się fale. Brzmiało nieźle toteż długo się nie zastanawialiśmy.
Na miejsce przylecieliśmy 20 stycznia o godzinie 11. Był nieco zachmurzony, ale za to bardzo wietrzny dzień. Z lotniska niedaleko Puerto del Rosario odebrała nas sympatyczna Marie-Claire, która to właśnie ma ten biznes z camperami na wyspie, i zabrała do siebie do domu do miejscowości Lajares gdzie mieliśmy dostać naszego vana.
W drodze do Lajares dowiedzieliśmy się kilku ciekawych rzeczy o niej i jej rodzinie. Otóż pochodzą oni z Belgii i 14 lat temu przeprowadzili się na Fuerteventurę ze względu na całoroczny wiatr i fale właśnie. Wcześniej byli już kilka razy na wyspie i mąż Marie-Claire Harry zaprzyjaźnił się z niejakim Jurgenem Hohnscheidem, który pochodzi z niemieckiej wyspy Sylt i na Fuercie mieszka jeszcze dłużej. Jurgen Hohnscheid był nie tylko dobrym windsurferem oraz surferem, ale również i shaperem, który po dziś dzień posiada własną markę – North Shore. Harry również shapował dla niego deski, otworzył przedstawicielstwo w Belgii, jednakże dość szybko zdecydował się przeprowadzić wraz z żoną oraz dwoma 5 letnimi synami bliźniakami na stałe na Fuerte. Jak można się domyślić, bliźniaki nieżle sobie radzą na wodzie. Nie ma to jak trening od małego.
Ale wróćmy do rzeczy bardziej przyziemnych, a nas tu jednak interesujących. 5 dni, które spędziliśmy na Fuercie to zdecydowanie za krótko by w pełni się nacieszyć wszystkimi urokami tej pustynnej wyspy, jednakże wiedząc, że czasu mamy niewiele staraliśmy się czerpać z niego jak najwięcej emocji.
Po załatwieniu wszystkich formalności związanych z wypożyczeniem auta, które okazało się w efekcie nie VW T4, a T5 ;) ruszyliśmy na podbój wyspy. Później odkryliśmy w aucie też parasol słoneczny oraz korkociąg. Właściciele o wszystkim pomyśleli.
Ze względu na to, że jak już wspomniałem, dzień był wietrzny pojechaliśmu do Corralejo i dalej do bazy Flagbeach by wypożyczyć zestaw windsurfingowy. Baza wyposażona jest w deski Fanatica oraz żagle North Sails, a także kajty, jednakże marki nie pamiętam. Wiało akurat na 5.0 toteż można było całkiem fajnie poszaleć, a na wodzie było nawet dość ciasno. Szkoda jednak, że był to jedyny dzień w trakcie naszego pobytu, kiedy tak dobrze wiało.
Następnego dnia było słabiej z wiatrem. Na wodzie było tylko kilku kitesurferów. Windsurferzy przy słabszym wietrze odpuścili sobie. Falki były jednak nadal ok, więc postanowiliśmy spróbować naszych sił na bodyboard'ach. Wypożyczyliśmy je w bazie na Flagbeach i pojechaliśmy kawałek dalej na południe na odpowiednią miejscówę na której można było przy panujących warunkach spokojnie poćwiczyć i oswoić się z falami oraz zaliczyć kilka pierwszych jazd z falą.
Ogólnie to w tym czasie jak byliśmy na Fuercie, z kierunku północno-zachodniego wpadał mega swell. Fala tak na oko, dochodziła do spokojnie 5 metrów i niestety na całym zachodnim wybrzeżu była, nie dość że za duża do stawiania pierwszych kroków na surfingu, to po prostu łamała się na całej długości w tym samym momencie wzburzając tylko masę piasku. Do surfingu nadaje się fala która łamie się w jednym miejscu i potem idzie dalej na bok (lub w obie strony). Przez okres całego naszego pobytu na zachodzie wyspy fale były jednak nie nadające się do ich ujeżdania.
Trzeciego dnia naszego pobytu obudziliśmy się nad klifowym brzegiem oceanu z pięknym widokiem na łamiące się fale i niekończącą się dal oceanu. Zjedliśmy smaczne śniadanko, posiedzieliśmy trochę na słońcu, po czym wybraliśmy się na wycieczkę na południe wyspy. Fuerteventura jest drugą co do wielkości wyspą kanaryjską, zaraz po Teneryfie. Cała wyspa ma w linii północ-południe około 100km długości. Postanowilśmy, że wybierzemy się na południe drogą po zachodniej stronie wyspy, przez góry. Nie są to tak wysokie góry jak na pozostałych wyspach archipelagu, jednakże mimo to było miejscami dość kręto i wąsko. Trzeba było jechać powoli i niekiedy bardzo ostrożnie wymijać samochody jadące z naprzeciwka.
W trakcie naszej drogi na południe, przejeżdżaliśmy przez kilka uroczych małych mieścinek, między innnymi Betancuria, które niegdyś było stolicą wyspy. Mimo, że na wyspie nie ma dużo zieleni, to jadąc na południe odkryliśmy w górach kilka przyjemnie zielonych zboczy górskich, a także małe jakby oazy pełne palm i innej egzotycznej roślinności. Częściowo z pewnością posadzonej przez człowieka.
cdn..
Link do zdjęć:
Nie omieszkałem się oczywiście nie zmontować krótkiego filmiku z akcji longbaordowych na wyspie. Efekt pracy poniżej:
Już niedługo lecę z Natalią na kanaryjską wyspę Fuerteventurę, dokładnie 20 stycznia. W sam raz na chwilowe oderwanie się od panującej wszech i wobec zimy. Mamy 5 dni na gruntowne obadanie wyspy, wszelkich miejscówek do pływania. W planach nauka surfa, windsurfing oraz longboard. Przemieszczać się będziemy wynajętym vanem VW T4. Już niedługo pojawią się liczne zdjęcia oraz film z wyprawy!
Z pomysłu zarodka poznańskiego longboarda powstała inicjatywa zorganizowania w miarę regularnych jesiennych spotkań longboardowych na uznanym spocie jakim jest Parking piętrowy w CH Plaza w Poznaniu. Okazja do tego by się spotkać, pogadać, razem pojeździć i przede wszystkim dobrze się bawić i miło spędzić czas.
25 lat. Ciągle odkrywa świat i stara się realizować marzenia, absolwent AE Poznań, instruktor windsurfingu i żeglarstwa, podróżnik, uwielbia gotować i jara się pompowaniem na longboardzie. Bierze sobie czas by rozwijać pasje i zainteresowania. Słucha głosu serca i robi to na co ma ochotę. Liczy na to, że długo się nie zestarzeje, a jeśli już to nie zbaczając z obranego kursu.